• Wpisów: 20
  • Średnio co: 12 dni
  • Ostatni wpis: 4 dni temu, 18:58
  • Licznik odwiedzin: 959 / 272 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
sylwia-simcity
 
  Obudziłam się 2 godziny później. Skórę na twarzy miałam suchą od zaschniętych łez, a oczy mnie piekły. Czułam, że mam o wiele więcej energii fizycznej niż psychicznej.
  W niebieskich spodenkach od dresu i białych podkoszulku pomaszerowałam na dół. Vada leżała przed telewizorem i... chlipała. Podeszłam do niej i zapytałam, co się stało. Nie słyszała, jak schodziłam, przestraszyła się.
  - O, hej, hej... Jak tam? Wyspana?
  - Tak, owszem. - spojrzałam na godzinę w telewizorze. Za godzinę jadę do pracy. - Co się stało?
  - Ach... Nic, kochana. - zmusiła się do nieszczerego uśmiechu. - A co ma być?
  Westchnęłam. Zebrałam w sekundę myśli i energię, żeby się nie rozpłakać. Czułam, że z każdym wypowiedzianym słowem moje łzy były coraz bliżej...
  - Słuchaj. Cały czas rozmawiamy o mnie. O moich problemach, wspomnieniach... kłótniach. Jesteśmy przyjaciółkami. - siadłam obok niej. Naprawdę ciężko było spojrzeć jej w oczy. - Dziś porozmawiamy o TOBIE. - oddech. - Pytam jeszcze raz: co się stało?
  Nie patrzyła na mnie, tylko przed siebie. Do oczu napływały jej łzy, ale zdążyła je przetrzeć chusteczką. Objęłam ją ramieniem. Zepchnęła je.
  - Wiesz, co się dzieje? - powiedziała wreszcie. - TY się dziejesz. Mam już dosyć. Wszystkiego mam dosyć.
  Nie rozumiałam. Czyżby miała dość moich kłopotów? Czyżby miała dość MNIE, tylko dlatego, że mam fatalne życie i czasami nie potrafię się ogarnąć i wszystkiego pozbierać?  
  - Co chcesz przez to powiedzieć?
  - Wyprowadzę się. Albo ty to zrób. Albo nie... to Twój dom. Wyprowadzam się.
  - CO?! - zaczęłam płakać, wstałam. - Uciekasz ode mnie? Taką jesteś przyjaciółką!? Jesteś mi teraz cholernie potrzebna!
  - Czyżby? Mam dość Twoich problemów! Ja też mam sekrety i nierozwiązane sprawy! Nie masz pojęcia, co się dzieje w moim życiu!
  - Jesteś... uh, już sama nie wiem! - krzyknęłam. - Przychodzisz do mnie jak gdyby nigdy nic, ja daję Ci dach nad głową, a ty teraz robisz coś takiego? Nie wierzę! Jesteśmy przyjaciółkami!
  - Przyjaciółkami? - powiedziała baaardzo powoli. - PRZYJACIÓŁKAMI? Ty nawet nie wiesz, dlaczego chciałam się u Ciebie zatrzymać! Nie wiesz KOMPLETNIE NIC!
  Zrobiło mi się cholernie głupio. Złość nagle przeszła. Byłam głupią, samolubną, egoistyczną idiotką. W dodatku straciłam Łukasza.
  Vada zaczęła płakać. Ja też. Przepraszałam ją, mówiłam, że jestem głupią krową i od dziś WSZYSTKO się zmieni.
  - Tak. Wszystko się zmieni. - odpowiedziała. - Od mojej wyprowadzki poczynając.
  Poleciały mi kolejne łzy. Czy ona nie rozumie, że bez niej już dawno mogło by nie być mnie na tym świecie? Że teraz jej potrzebuję? Że nie pomagałam jej, bo nie widziałam, że tego potrzebuje?
  - Vada... Proszę... - płakałam. - Nie zostawiaj mnie...
  - Nie, Sylwia. Wybacz, ale potrzebuję pomocy i odpoczynku. Nie potrafię Cię dłużej znać. Wybacz.
  - Błagam...
  Wstała i poszła na górę. Słyszałam, jak pakuje walizkę. Położyłam się na kanapie i zaczęłam ryczeć jak dziecko. Ryczałam, aż w końcu Vada nie zeszła na dół, by zapytać, gdzie jej bluzka. Nie odpowiadałam, ryczałam dalej. Wkurzyła się, zaczęła krzyczeć, że mam jej odpowiedzieć. Dalej leżałam i ryczałam jak dzieciak, wrzeszcząc, że ma mnie nie zostawiać. Ona tylko pokręciła głową i stwierdziła, że sama ją sobie znajdzie. Pakowała się dalej. A ja wrzeszczałam na nią i ryczałam, że ma zostać.
  W końcu była gotowa. Podeszła do mnie, by się pożegnać, ale ja nieświadomie ją kopałam nogami, jednocześnie próbując przyciągnąć ją do siebie, żeby ją przytulić. W końcu się wyrwała i odeszła. Trzasnęła drzwiami. Ja wybiegłam za nią w piżamie, chwyciłam jej walizkę i dalej się darłam. Czułam się jak obłąkana. Myślałam, że zaraz zadzwoni na policję i zamkną mnie w psychiatryku. A tam bym nie wytrzymała.
  Wyrwała mi walizkę i odepchnęła, mówiąc, że mam się ogarnąć, bo skończę na dnie.
  - Już jestem na dnie! - odpowiedziałam.
  Pokręciła smutno głową i odeszła. Wsiadła do zamówionej taksówki i odjechała. Beze mnie.

  Nie mogłam iść tego dnia do pracy. Siedziałam w piżamie na kanapie kilka godzin i oglądałam jakieś głupie programy telewizyjne. Dzwoniłam do Vady co pół godziny. Wyłączyła telefon. Stawiam, że wyrzuciła starter, że zaczyna "nowe życie", bo to, które chciała zacząć w BC najwidoczniej jej zepsułam.
  Dochodziła 22.00, gdy uświadomiłam sobie, że został... Łukasz. Nie mogę stracić i jego. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogłabym go pokochać. Ale zależało mi na nim. I to bardzo. Chciałam wszystko naprawić, ale nie wiem, czy po porannej kłótni chciałby ze mną rozmawiać. Wiem, że on... że... no, że on mnie... eh.
 
  Około 22.30 nie miałam sił dalej płakać, moje oczy chyba prawie wypadły, takie czułam szczypanie. Były czerwone, jakbym pomalowała je farbą. Wyglądałam okropnie. Byłam zmęczona i chciałam iść spać.
  Cała brudna i spocona położyłam się do wcześniej niepościelonego łóżka i próbowałam zasnąć. Zanim mi się o udało, zrozumiałam jedną rzecz.
  Tego dnia straciłam wszystko, co tylko mogłam stracić.

  * * *

  Obudziłam się w tak podłym humorze, że najlepiej by było, gdybym przykleiła sobie karteczkę z napisem "Bez kija nie podchodź!"
  Spojrzałam na telefon. SMS. Serce natychmiast mi skoczyło. TO BYŁA VADA.
  Szybko otworzyłam wiadomość i przeczytałam ją bardzo powoli i dokładnie.
  "Sylwia, zostawiłam u Ciebie mojego psa. Tak naprawdę będzie mi przypominam o Tobie. Możesz go sobie zostawić, albo oddać dobrym ludziom.  Z góry dzięki. Vada (podpis w razie gdybyś usunęła mój numer)."
  Próbowałam się rozpłakać, ale chyba straciłam zapas łez. Tylko tyle ode mnie oczekuje? Ona naprawdę odeszła. Zostawiła mnie, ale to moja wina.
  Muszę naprawić wszystko między mną, a Łukaszem zanim odejdzie tak jak ona.

  Od razu po śniadaniu (czytaj: kanapka zjedzona w biegu) pobiegłam do schroniska oddać zwierzaki. Obiecałam sobie, że tym razem naprawię WSZYSTKO w moim życiu. Dla Vady. I dla mnie.
  Ze schroniska pognałam od razu na cmentarz, na grób rodziców.
  - Cześć, mamo, tato. - uśmiechnęłam się lekko. - Mam problem.
  Dziwnie się czułam gadając do grobu, ale czułam, że oni mnie słuchają. Kontynuowałam.
  - No więc... Straciłam przyjaciółkę. I prawie chłopaka. Chciałabym zamknąć wszystkie sprawy przeszłości. Wrócić do nich i zakończyć. Nawet... - westchnęłam. - Nawet Eryka.
  Czułam, że rodzice zamilknęli. Głupia. Jakby w ogóle coś mówili.  
  Wtedy mnie olśniło. KTO DAŁ ŁUKASZOWI TEN LIST???
  - Dzięki Wam! - krzyknęłam do grobu i pobiegłam. Postanowiłam iść do Łukasza.

  * * *

  Gdy stałam przed drzwiami serce mi biło, ale wiedziałam, że on nie będzie potrafił mnie odrzucić po tym, jak wczoraj prawie wyznał mi miłość. Jednocześnie czułam strach po tym, jak ja go potraktowałam. Zapukałam. Zerknął przez okno. Uśmiechnęłam się, ale nie otworzył. Czekałam. W końcu wyciągnęłam notes, z którego wyrwałam kartkę oraz długopis i naskrobałam:
  "Szanowny Panie Łukaszu Shwan!
  Czy zechce Szanowny Oraz Niesamowicie Przystojny I Kochany Pan otworzyć drzwi tej Nędznej Postaci, Która Niszczy Wszystko, zwanej Sylwią?
  Bardzo nalegam..."
  Kartkę wsunęłam pod drzwi. Wziął ją i najwyraźniej przeczytał, bo usłyszałam przed drzwiami cichy śmiech. Tak! To dobry znak. Po chwili otworzył z lekkim uśmiechem.
  - Właź, Sylwia. - zaprosił.
  Weszłam z wyraźnym zacieszem na twarzy. Myślałam, że z ekscytacji podskoczę do sufitu, a spadając zrobię dziurę w podłodze.
  Usiadłam na tej samej kanapie co ostatnio, on naprzeciwko mnie. Był widocznie wesoły. Patrzył na mnie i zapytał:
  - Więc o co chodzi, Sylwia? - zapytał radośnie.
  - Nie jesteś na mnie zły?
  - Ech... Proszę nie wracajmy do tego. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że... przyszłaś. - zarumienił się. I TO BARDZO BARDZO. - Nie dzwoniłem, bo chciałem dać Ci spokój.
  - Przepraszam. - Boże! Czy ja kiedykolwiek oduczę się tyle ryczeć? - Nie chciałam tego. Byłam zła. Nie rozumiałam, czemu w to uwierzyłeś. Nie wierzyłam, że ty...
  Spojrzałam na niego. Patrzył już bez tego uśmiechu co przed chwilą, jednak wzrokiem ociekającym nadzieją.
  - Że ja... co? - zagadnął.
  - Że ty... - chlipałam. - że Ci na mnie zależy.
  Zaczął wywiercać dziurę w swoich butach. Ja zrobiłam to samo.
  - Faktem jest, że znamy się cholernie krótko. Jedno prawdziwe spotkanie, kilka rozmów i SMS-y. Ale urzekłaś mnie... - w tym momencie się zaciął. - Vada mówiła o Tobie tyle wspaniałych rzeczy. Wierzyłem jej. To, co mówiła, było prawdą. - uśmiechnął się. - Przepraszam, ze tak to rozegrałem.
  - Między nami zgoda? To ja jestem tu winna. Przepraszam. Więc zgoda?
  Przytulił mnie. Błądził głową tak, jakby... nie, nie ważne.
  - A propos Vady... Wyprowadziła się.
  - Co? - natychmiast mnie puścił.
  - Okazałam się idiotką, byłam samolubna, powiedziała, że nic o niej nie wiem i że nie potrafi mnie dłużej znać. Odeszła. Zostawiła mnie.
  Zawahał się, co odpowiedzieć. Ale chciał mnie pocieszyć. "Powiedz cokolwiek" - mówiłam w myślach.
  - Nie zastąpię Ci Vady. - powiedział w końcu. - Ale na mnie także możesz liczyć, tak samo, jak na niej. Obiecuję. - uśmiechnął się.
  - Dziękuję. - powiedziała prawie szeptem. Wtuliłam się w jego czerwoną bluzę trzymając go za materiał. On jedną ręką głaskał mi włosy, a drugą położył na plecach. Pierwszy raz od pewnego czasu czułam się... bezpieczna.
  - Słuchaj, musimy wyjaśnić jeszcze jedną rzecz. - powiedziałam nagle.
  - Mianowicie?
  - List.
  - A czy nie o tym cały czas rozmawialiśmy? - zdziwił się.
  - Nie. - odrzekłam. - Kto Ci go dał?
  Czułam jak neutrony w jego mózgu zaczynają pracować. PRZYSIĘGAM, że po chwili zobaczyłam nad jego głową zapaloną żaróweczkę.
  - Blondynka, ciemne okulary, ogromne oczy. Fioletowy strój, lub rzygowato różowy, jak kto woli, kozaczki. Znasz ją?
  Czułam jak podłogą się pode mną osuwała. Dobrze, że siedziałam, bo chyba bym wylądowała teraz z hukiem na podłodze. Zaczęłam osuwać się na kanapie z nieruchomym wzrokiem.
  - Chri-chris... Chri... - wyjąkałam.
  - Sylwia? Co Ci jest? - zaniepokoił się.
  - CHRISTA!? - krzyknęłam w końcu.
  - Co się dzieje!? - teraz to on krzyknął.
  Zaczęłam ciężko i bardzo wolno oddychać. Po chwili spokojnie, dokładnie akcentując każde słowo wydusiłam:
  - JAK TA SZMATA MA CZELNOŚĆ MIESZAĆ W MOIM ZASRANYM ŻYCIU!? WYRWĘ JEJ TE BLOND KŁAKI, POŁAMIĘ TIPSY I UTOPIĘ W NAJBLIŻSZYM JEZIORZE!! - wrzasnęłam na całą ulicę.
  - Sylwia! Uspokój się! - podniósł ręce z geście obrony. - Powoli oddychaj.
  - TA WREDNA SU*A PRZESPAŁA SIĘ Z MOIM NARZECZONYM. UDERZYŁA MNIE W TWARZ, A POTEM WSZYSTKIEGO SIĘ WYPIERAŁA. ZABRAŁA MOJĄ PIERWSZĄ MIŁOŚĆ, MIŁOŚĆ MOJEGO ŻYCIA. - nieco spokojniej. - Zabiję ją.
  - Sylwia! To nie jest żadne wyjście! - kazał mi usiąść, bo w trakcie krzyków wstałam. - Powiedz, co się stało.
  - Otóż, na studiach zaręczyłam się z Erykiem Langerak. A ta bezczelna su*ka się z nim PRZESPAŁA. On też jest winny. Ale ona dobrze wiedziała, że jesteśmy razem. - powiedziałam, a po chwili znowu wrzasnęłam - NA TYLE SPOKOJNIE CI WYSTARCZY!?
  - Ku*wa mać! SYLWIA! OGARNIJ SIĘ! - potrząsnął mną.
  - Uff, od razu lepiej. - powiedziałam już normalnie. - To naprawdę działa.
  - Co chcesz teraz zrobić?
  - Zabić ją. - odpowiedziałam z miluśkim uśmiechem przekręcając głowę w jego stronę.
  Pokręcił głową.
  - Sylwia, pytam serio.
  - Cóż, zadzwonię do niej i się zapytam, czemu znowu niszczy mi życie.
  - Hm.. Mam lepszy pomysł. - stwierdził.
  - Jaki?
  - Napisz z mojego numeru. - podał mi telefon. - Umówcie się na spotkanie. Pójdę z Tobą, przyciśniemy ją do muru i wypytamy, o co jej chodzi.
  Rzuciłam się na niego i dałam mu buziaka w policzek. Zmienił się w czerwonego buraka. Opadła mu szczęka. Pierwszy raz zachichotałam.
  - Jesteś genialny!

  Po chwili oboje wymyślaliśmy, jak by tu zwabić Christę. W końcu wpadliśmy na pomysł.
  "Hej, maleńka!
  Tu Twój Eryk. Musiałem zmienić numer, na ten stary nie dzwoń. Musimy pogadać, nie martw się, wszystko jest dobrze. Dzisiaj o 20.00 w Parku Św. Pawła w BelladonaCove? Będę czekał."
  Wysłano. Tak! Su*a mnie popamięta. Przepraszam za tyle przekleństw, naprawdę.
  Uśmiechałam się do Łukasza, a on do mnie. Naprawdę byłam wtedy szczęśliwa. Nie wiedziałam, co będzie z Vadą i jak potoczy się sprawa z Christą, ale nie byłam w tym sama. On ze mną był.

  "Nędzna Postać, Która
  Niszczy Wszystko,
  znana jako
  Sylwia"


____________________________


  Witajcie, kochani! Mam ogromną nadzieję, że ta, jak i poprzednia notka Wam się podobają i Was zaciekawiły. :) W następnej oczywiście spotkanie z Christą, aż w końcu dojedziemy do obecnej sytuacji Sylwii... :) Czekam na komentarze i pozdrawiam! :*
 

sylwia-simcity
 
  Dlaczego ja mam takie cholerne "szczęście"? Dlaczego ZAWSZE to mnie spotykają okropne rzeczy? I dlaczego jest ich aż tyle!?
  Przepraszam, nie potrafię teraz trzeźwo myśleć. Staram się, ale nie wychodzi mi to. Postaram się przejść do rzeczy.
  Jakiś czas temu mieszkałam w BelladonaCove, niestety PO RAZ  KOLEJNY musiałam się wyprowadzić. Znowu zaczynam "nowy rozdział", ale nie wiem, czy mi to wyjdzie. A więc po kolei...


  Jakiś czas temu, jak pamiętacie, umówiłam się z Łukaszem, który był wspaniały. Potem jednak dostałam tego przerażającego SMS-a. Postanowiłam się dowiedzieć, o co chodzi.
  "Ale co ja zrobiłam? Łukasz, co się dzieje...?" - napisałam. Vada stała obok i patrzyła takim wzrokiem, jakbym kogoś zabiła i milczała. Napięcie i cisza były nie do wytrzymania.
  - Co się tak gapisz?! Ja nic nie zrobiłam! - wybuchłam. Po chwili zaczęłam płakać i nerwowo się śmiać z bezsilności. - O co tobie chodzi? - pochlipywałam.
  - O nic... - przytuliła mnie i poklepała po plecach. - Naprawdę nie masz pojęcia, co się stało?
  - Nie. - odpowiedziałam. - Ale jeśli zaraz nie odpisze, to do niego zadzwonię.
  Jednak po chwili usłyszałam piknięcie telefonu. SMS o treści: "HAHAHA. Jeszcze bezczelnie pytasz, dzi*ko? Wynoś się z mojego życia."
  Rozryczałam się na dobre i pobiegłam do pokoju, a Vada chwyciła mój fon i przeczytała wiadomość co najmniej 20 razy. Po chwili przyszła do mnie i mocno mnie uściskała pozwalając, bym zasmarkała jej cały sweter. Krzyczałam, że jest gnojem, dupkiem i nie wiadomo kim jeszcze, ale nie mogłam przestać płakać. W końcu Vada wyszła i zobaczyłam, że wyszukuje jego numer w komórce.
  - Co robisz? - zapytałam, pociągając nosem. - Chyba nie dzwonisz?
  - Nie - odpowiedziała, wciskając mi telefon w rękę. - ale ty tak.
  Zawahałam się, ale zadzwoniłam. Nie odebrał. Spróbowałam jeszcze raz. I znowu. W końcu smutek minął i ogarnęła mnie wściekłość. Gdy usłyszałam automatyczną sekretarkę krzyknęłam do telefonu:
  - Ty gnoju! Masz czelność nazywać mnie dzi*ką, a nie masz odwagi, by odebrać telefon!? Jesteś tchórzem, NIC Ci nie zrobiłam, do cholery!
  Po chwili dostałam SMS-a. "Ja jestem gnojem? Nie będę rozmawiał ze ZWYKŁĄ KU*WĄ! Zostawisz mnie w spokoju?"
  - Nawet boisz się oddzwonić... - mruknęłam do siebie. Po policzku popłynęła mi łza. - Czy ja wyglądam na ku*wę!? To, że popełniłam jeden błąd nic nie znaczy! Nie jestem dzi*ką! - krzyczałam. Vada próbowała mnie uspokoić. Znowu zalałam się łzami.
  - Spokojnie. Nie jesteś nią, wierz mi. Na razie nie myśl o tym, jutro zobaczymy, co będzie dalej. Idź lepiej spać. - powiedziała.
  - Ok. - odpowiedziałam. - Pójdę.
  Vada uśmiechnęła się i poszła do siebie, a ja wstałam, zabrałam piżamę, wzięłam kąpiel i poszłam spać.

  Następnego dnia, gdy Vada poszła do pracy, ja poszłam do... Łukasza. Tak, do niego do domu. Musiałam z nim porozmawiać, mimo że gdy o nim myślałam, do oczu napływały mi łzy.
  Kiedy stałam przed drzwiami, czułam, że moje serce właśnie tańczy jakiś nieznany mi taniec. Myślałam, że zaraz wyskoczy mi z piersi. Zadzwoniłam.
  Otworzył z uśmiechem, ale gdy mnie zobaczył, od razu zatrzasnął drzwi. Przeraziłam się. Stałam przed drzwiami dobre 10-15 sekund, aż w końcu ponownie otworzył i wpuścił mnie do środka. Zdjęłam kurtkę i usiadłam przed telewizorem. Oglądał wiadomości. Usiadł na fotelu po mojej lewej i wyłączył TV.
  - Czego chcesz? - warknął. - Nie dość namieszałaś?
  - O CO CI DO KU*WY NĘDZY CHODZI!? - krzyknęłam, wstając. - NIC, absolutnie NIC Ci nie zrobiłam!
  - "NIC" mi nie zrobiłaś? ZUPEŁNIE NIC!? - teraz on wstał. - Robisz ze mnie idiotę?!
  - Nie, ale ty robisz ze mnie dzi*kę. - odpowiedziałam. - Wyjaśnij, co rzekomo Ci zrobiłam.
  - Hmm, od czego by tu zacząć... O, wiem! Uwaga; siedziałem około 15.00 w kawiarni z kumplami. Nagle podbiegła do mnie jakaś laska z cholernie drażniącym głosem w kozaczkach i dała mi jakiś zwitek papieru. Rozwinąłem go. To był list. - poszedł do innego pokoju, a po chwili wręczył mi list:
  "Drogi Łukaszu!
  Wybacz, ale nie dam rady się dziś z Tobą spotkać. Ani dziś, ani NIGDY. Nie miej mi tego za złe. Poszukuję dobrej partii, a nie jakiegoś przeciętnego faceta z wiochy.
  Mimo Twoich co najmniej licznych wad, jakimi 'zachwyciłeś' mnie na pierwszej randce, miałam ochotę się z Tobą umówić, jednak przeszkodzili mi w tym moi 'koledzy', którzy pokazali mi, co to Prawdziwy Facet.
  Przepraszam. Jesteś dla mnie nikim.
  Sylwia"
 
  Łukasz chyba trochę zdziwił się, widząc moją szczękę na podłodze, ale ja nie wiedziałam, ze to dopiero początek szoku. Nie rozumiałam, o co chodzi z tymi "kolegami".
  Po chwili przyniósł mi nową kartkę, złożoną na pół.
  - To było dołączone do listu, ale przecież o tym wiesz. - prychnął.
  Otworzyłam kartkę i moim oczom ukazała się kobieta zabawiająca się z dwoma panami (chyba wiadomo w jaki sposób...?). Kobieta miała... MOJĄ TWARZ.
  Zgniotłam kartkę w pięści i cisnęłam nią w dywan. Zaczęłam płakać, skuliłam się jak dziecko na kanapie Łukasza.
  - To nie ja! Ja nie..! Nie jestem... dzi*ką! To nie ja - krzyczałam i chlipałam naraz. - To photoshop! To foto montaż! To nie ja, to nie ja!
  Łukasz nie wiedział, co zrobić. Powoli podszedł i wysunął rękę, jakbym była jakimś łatwo płochliwym zwierzakiem, i lekko pogłaskał mnie po włosach i plecach. Poczułam w tych miejscach dreszcz, ale płakałam dalej. W końcu uspokoiłam się, a on siedział obok mnie i patrzył smutnym i współczującym wzrokiem.
  - Prze... przepraszam. - wyszeptał. - Ja... nie wiem, czemu uwierzyłem, że to ty... Nie masz takiego ciała... I... i... inny odcień skóry, niż ta kobieta... Po prostu byłem zszokowany... Potrzebowałem potwierdzenia od Ciebie, że to nie ty, ale jednocześnie nie chciałem z Tobą rozmawiać... - zaczął uderzać się otwartą dłonią w czoło. - Głupek, głupek, głupek! Sylwia, błagam, nie płacz!
  Przestałam i spojrzałam wprost na jego cholernie seksowne, w tej chwili szkliste oczy. Zauroczył mnie, ale nie mogę uwierzyć, że wziął mnie za taką osobę. Fakt, znaliśmy się krótko, ale Vadę znał na tyle dobrze, że powinien wiedzieć, że ona nie mieszkałaby z kimś takim.
  Usiadłam normalnie na kanapie, chlipnęłam i patrzyłam się w swoje buty.
  - Nie rozumiem, dlaczego uwierzyłeś. To boli. - powiedziałam i zmusiłam się, by na niego spojrzeć. Na sekundę.
  - Przepraszam... - miał łzy w oczach. Jedna spłynęła po jego policzku. - Sylwia, ja...
  O Boże. OBOŻE. Wiedziałam, co chciał powiedzieć. Nie, dość tego. Nie może tego powiedzieć, bo skończę w kaftanie bezpieczeństwa w jakiejś izolatce.
  - Nie. - powiedziałam. - Nie mów tego. Zamknij się!
  - Sylwia, proszę! Zrozum, co wtedy czułem...
  - To nie ma znaczenia. Bardziej obchodzi mnie to, co czujesz teraz!- odkrzyknęłam.
  - Właśnie próbuję to powiedzieć! Zachowałem się jak sku*wiel, ale teraz... Sylwia, ja... - zaciął się, westchnął. - Nie oddzwoniłem, bo bałem się, że usłyszę Twój płacz.
  Zdrętwiałam.
  - Że c-co...? Jak... t-to...?
  - Posłuchaj. Jestem cholernym tchórzem. Gdy zacząłem ruszać głową i próbowałem to wytłumaczyć, doszedłem do pewnych wniosków. Mianowice, gdybyś okazała się taką...
  - Ku*wą. - dokończyłam bezbarwnym tonem.
  - Eh... tak... to byś napisała zwykłego SMS-a. - to miało sens. - Poza tym, dostrzegłem różnice między tą kobietą, a Tobą. Kolejny wniosek to to, że nigdy nie mówiłaś nic o żadnych przyjaciołach ani takiej plastikowej przyjaciółce. Byłem zbyt zły, żeby powiedzieć sobie "jestem debilem, to nie ona, zadzwoń do niej, przeproś i powiedz, że na randce chcesz coś z nią wyjaśnić", ale nie, ego zwyciężyło. - westchnął. - A po tym głupim SMS-ie myślałem, że będziesz płakać do słuchawki... Nie chciałem tego słyszeć... bo ja... nie zniósłbym Twojego płaczu. - kolejna łza spłynęła mu po twarzy. nie wytrzymałam.
  - Wiesz co? Mam to gdzieś. Ktokolwiek to napisał, miał rację w jednym. Dla mnie jesteś nikim. - wstałam i szybkim krokiem poszłam do wyjścia.
  - Sylwia! Błagam Cię, czekaj! Ja... nie potrafię bez Ciebie żyć! Proszę!
  - Żegnaj. - powiedziałam i trzasnęłam drzwiami. Do domu biegłam z płaczem.

  * * *

  Oczywiście po powrocie standard, tzn. rozmowa z Vadą, płacz i smutek. JAKIE ŻYCIE JEST PIĘKNE!
  Wtedy pierwszy raz w życiu pomyślałam o samobójstwie. Nie wpadło mi to do głowy nawet po śmierci rodziców, po zdradzie Eryka... Tylko po kłótni, prawie niewinnej, z Łukaszem. Czy ja go...?
  - Jestem głupią krową, dalej przywal. - powiedziałam do Vady pokazując palcem na głowę. - Niech krew leje się tak długo, aż nie zdechnę.
  - Sylwia, ty jesteś nienormalna?! - wrzasnęła z uniesionymi rękoma.
  - Tak. - odpowiedziałam z szalenie ironicznym, lecz lekkim uśmieszkiem. - A czemu pytasz?
  - Zaraz dostaniesz w twarz!
  - Śmiało! - wstałam. - No wal! Na co czekasz?
  Złość odpadła z jej twarzy. Pojawił się smutek i zmartwienie. Patrzyła na mnie, jakbym była psychiczna.
  - No co!? Uważasz mnie za wariatkę, prawda!?
  - Sylwia... - pokręciła głową. - NIGDY bym o Tobie tak nie pomyślała. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu, moją najlepszą i jedyną prawdziwą przyjaciółką.
  Ciężko oddychałam. Uspokoiłam się i spojrzałam na nią bezsilnie. Znowu opadłam na łóżko. Kolejna porcja łez.
  - Nigdy, przenigdy Cię nie zostawię. - powiedziała, przytulając mnie.
  Poczułam się trochę lepiej. Postanowiłam, że mimo wszystko pójdę do pracy, by wypocić stres na boisku. To będzie najlepsze rozwiązanie. Ale chwilowo musiałam się zdrzemnąć.
  - Tak, to dobry pomysł. Prześpij się, a potem go przeprosisz i wyjaśnisz. - powiedziała, stojąc w drzwiach mojego pokoju.
  - Dziękuję. - uśmiechnęłam się.
  - Nie ma za co. - ona zrobiła to samo. - Sylwia. - powiedziała po chwili. - Czy ty go ... kochasz?
  Serce mi stanęło. Nie umiałam odpowiedzieć na to pytanie. Sama nie wiedziałam, co mam czuć. Schowałam się pod kołdrę. Westchnęła.
  - Dobranoc. - powiedziała.
  - Dobranoc.
  Zamknęła drzwi i poszła na dół. Słyszałam, jak włącza telewizor. Schowałam się głębiej pod materiałowe ciepełko.
  - Jesteś idiotką. - powiedziałam do siebie. Poczułam łzy w oczach, ale je powstrzymałam. - Cholerną idiotką.
  Po chwili zasnęłam.

  Sylwia


________________________

  Przepraszam Was, że notka bez zdjęć, ale cóż... To nie ma znaczenia. Chciałam napisać więcej, bo znowu przyszła wena, ale nie mam więcej siły, poza tym, nie chcę by notka by ZA długa. Wkrótce jednak poznacie więcej szczegółów oraz powód dlaczego Sylwia się przeprowadziła i dokąd. Postaram się dodać zdjęcia. Dzięki za przeczytanie. :)
  Pozdrawiam! ♥
  • awatar Vera Pe: Biedna Sylwia.... całe szczęście, że ma wsparcie ze strony Vady. Mam nadzieję, że z Łukaszem się ułoży. Pozdrawiam wzajemnie! ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

sylwia-simcity
 
  Po udanej randce weszłam na górę i opowiedziałam wszystko Vadzie. Byłam szczęśliwa. Po chwili dostałam SMS'a od Łukasza.
  "Witaj! ;) Co robisz, Sylwia? :) Wiem, że dopiero się pożegnaliśmy, ale ... może masz czas jutro o 20.00? Nie za późno? ;)"
  Uśmiechnęłam się i pokazałam telefon przyjaciółce. Zaśmiała się i wyrwała mi komórkę.
  "TAK, oczywiście!!!!!!!" - wystukała. Wyrwałam jej z powrotem telefon, aby wykasować wykrzykniki i zmienić litery w słowie "TAK" na mniejsze. Przecież nie może mnie wziąć za zdesperowaną.
  Byłam zmęczona i poszłam spać. Vada też. Przez godzinę nie mogłam zasnąć. Było mi przyjemnie, a Łukasz był taki... no. Po prostu był.

    *   *   *

  Następnego dnia obudziłam się dość wcześnie, tzn. o 4.56. Poleżałam jeszcze do 5.20 i poszłam się ubrać. Zeszłam na śniadanie. Podczas posiłku cały czas myślałam o naszej randce. Nawet nie wiem, gdzie ona się odbędzie!
 
snapshot_9c15c14d_1c50037a.jpg

  No właśnie. Wybije ósma i co? Postanowiłam się upewnić i napisałam do niego, gdzie nasza randka się odbędzie. Odpisał, że jeśli nie mam nic przeciwko, to u mnie. Zgodziłam się.
  Wtedy zeszła Vada. Powiedziałam jej o tym, na co ona stwierdziła, że przed ósmą się "ulotni".
  Po śniadaniu poszłam do sklepu kupić kilka nowych ubrań, między innymi strój kąpielowy, bieliznę, itp. Na więcej nie było mnie stać.

snapshot_9c15c14d_dc500552.jpg

  Cały dzień właściwie się nudziłam. Vada w pracy, ja w domu i kurde nudy. Czytałam, oglądałam TV, w końcu postanowiłam trochę poćwiczyć.

    *   *   *    

   Po dwugodzinnych ćwiczeniach byłam zmęczona, jakbym właśnie uciekała przed Godzillą. Biegałam jak debil wokół domu, rozciągałam się, pobiegłam nawet do sklepu po picie. Chciałam spokojnie wrócić sobie do domu, ale przypomniało mi się, że zbliża się godzina wyprowadzania psa. Jeśli tego nie zrobię o porze, do której piesek przywykł, będę musiała posprzątać. Tak więc musiałam znowu biec te tylko 2,5 kilometra.
  Byłam przed domem. Kopniakiem otworzyłam drzwi, ale zapomniałam, że je zakluczyłam. Szybko je otworzyłam, ale było za późno. Jednak musiałam posprzątać.
  Było koło 14.00. Mój brzuch domagał się jedzenia. Otworzyłam więc lodówkę i wyjęłam zamrożone kotlety, żeby je odgrzać.

snapshot_9c15c14d_7c6e76f5.jpg

  Kiedy jadłam, wróciła Vada. Spytała się, co dziś robiłam. No cóż, nic ciekawego. Opowiedziałam w skrócie.
  - Aha. To fajnie. - odpowiedziała. - Kiedy randka z Łukaszem?
  - O ósmej, przecież wiesz.
  - No tak! Zapomniałam! Koło 19.30 już sobie pójdę.
  Uśmiechnęłam się. Nie miałam co robić do końca dnia. Czekałam na ósmą. Vada ćwiczyła przemowy przed lustrem, oglądała TV, czytała. Ja leżałam na łóżku, rozmyślałam, byłam się przejść z psem i bawiłam się z kotem.
  NUUUUUUUUUUUUUDYYYYYYYYYYYYY.
  Postanowiłam się przespać. Byłam zmęczona nadmiarem myśli, jak to zwykle u mnie bywa. Ale nie wytrzymałam. Zawołałam Vadę i opowiedziałam jej WSZYSTKO, co wydarzyło się w moim życiu. Od razu lepiej.
  - Dziękuję, że mi zaufałaś. - uśmiechnęła się.
  - To ja dziękuję. Że wysłuchałaś. - objęłyśmy się.

snapshot_9c15c14d_7c6e7a91.jpg

  Wtedy dostałam SMS'a... Od Łukasza.
  "Nie przyjdę dziś. I nigdy więcej. Nie licz na to! Sama na to zasłużyłaś, a więc proszę bardzo. Masz, czego chciałaś. Więcej się do mnie nie odzywaj. Żegnaj, Sylwia."
  . . .


  Sylwia.

_______________________________

  Witajcie. ;P Wiem, że notka trochę nudnawa, nic ciekawego się nie stało... ale mam nadzieję, że końcówka Was zaciekawiła, bo to dopiero początek! ;P Dawno mnie tu nie było, więc chciałam dać jakiś znak życia, ponieważ niedługo muszę kończyć, napisałam tylko tyle. :) Ale OBIECUJĘ (!!!), że następna notka już będzie ciekawa! ;) Mam nadzieję, że przeczytacie. :)
  Żegnam i zapraszam do dalszego czytania! :):):)
  • awatar Adriane Rain: Rety, czekam na kolejny wpis. Czemu Łukasz tak zareagował ?
  • awatar XxEndżixX: Ojej, przeczytałam cały blog ! Boski ^^ Czekam na kolejne notki ^^
  • awatar JenniSims: Nie mogę się doczekać ciągu dalszego, jestem strasznie ciekawa jak rozwinęła się ta sytuacja. Notka wcale nie nudnawa, bardzo fajnie się Ciebie czyta ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

sylwia-simcity
 
  Gdy obudziłam się rano, strasznie bolała mnie głowa. No cóż, taki był bilans poprzedniej nocy, o której bardzo chciałam zapomnieć.
snapshot_9c15c14d_dc399e93.jpg

  Nie mogłam wstać. Z każdym ruchem ból stawał się wyraźniejszy, głowa mi pulsowała, zwłaszcza w skroniach. Ale nie mogłam dać się obezwładnić przez kaca. Po wstaniu udałam się do łazienki, trochę się odświeżyć.
snapshot_9c15c14d_5c3aca0c.jpg

  Zerknęłam do pokoju Vady. Spała. Ok, znając ją, niedługo wstanie, więc mogę zrobić już śniadanie. Będzie gotowe gdy wstanie. Zrobiłam naleśniki.
  Kiedy usiadłam by zajadać, przyszła Vada. O dziwo, była w piżamie, a nie w dżinsach. Pewnie obudziła się w nocy i przebrała. Typowe.
  Usiadła na przeciwko mnie i przywitałyśmy się. Z uśmiechem zaczęła jeść śniadanie. Ona zawsze była taka radosna.
  -Słuchaj, wybacz, ale dzisiaj nie spędzimy razem dnia. Przynajmniej nie całego. - zagadnęła.  
snapshot_9c15c14d_9c3ad438.jpg

  -A czemu? - spytałam.
  -Wiesz, wczoraj wieczorem, kiedy już zasnęłaś, zadzwoniła do mnie jakaś laska, że jest z jakiejś grupy tam bla bla bla i zaprasza mnie na spotkanie, więc czemu nie, zgodziłam się. Umówiłyśmy się dzisiaj w restauracji Oresów na Przedmieściu, koło 15.00. Nie jesteś zła?
  -Nie, spoko. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - Nie mam nic przeciwko. I tak idę do pracy.
  -Uf, to dobrze. No i właśnie wtedy, kiedy zadzwoniła, przebrałam się z tych ciuchów, co miałam na imprezie. Aha, mogę pożyczyć na to spotkanie twoją małą czarną?
  -Jasne.
  -Jesteś wspaniała! - krzyknęła. - A właśnie, miałaś mi coś powiedzieć dzisiaj.
  No tak. Miałam jej opowiedzieć o wszystkim, co zdarzyło się wczoraj i w ogóle, o wszystkim, co zdarzyło się w moim życiu.
  -Eh, to może innym razem. To długa historia, a chyba dziś nie ma na nią czasu.
  -Jak chcesz.
  Zapadła cisza. Pogrążyłam się w zamyśleniu o tym wszystkim. Co miałam jej powiedzieć? "Wybacz, ale powiedziałam to pod wpływem bezsilności, tak na prawdę nie mam najmniejszej ochoty mówić Ci o tym, jak pewien debil zniszczył mi życie i jak zginęli wszyscy moi krewni. Nie mam zamiaru się znowu poryczeć." Oh, tak. To byłoby piękne.
  -A tak w ogóle, to powinnaś wziąć sobie wolne. Chyba jesteś zmęczona. - powiedziała widząc, że coś mnie trapi. - Może odpoczniesz, albo wypocisz wszystko podczas ćwiczeń, które tak uwielbiasz. Sama, bez innych pracowników.
  -Chyba masz rację. Zadzwonię do nich potem.
  Kończyłyśmy jeść. Vada wstała, by odnieść swój talerz do zmywarki. Odwróciła się i dodała:
  -Słuchaj, poznałam w pracy zajebistego faceta. Ma na imię Łukasz i jest bardzo miły. Zaprosiłam go potem do nas, żebyście się poznali. Opowiadałam mu o Tobie i pokazywałam zdjęcia. Chyba się zauroczył!
snapshot_9c15c14d_5c3ad448.jpg

  Nie muszę chyba tłumaczyć mojej reakcji. Prawda?
  -Przyda ci się jakiś facet, jakiś... romansik. Łukasz jest spoko, może coś z tego wyjdzie, kochana.
  Zanim zdążyłam coś odpowiedzieć, włożyła talerz do zmywarki i pognała na górę. Po chwili ja zrobiłam to samo. Ubrałam się w pokoju, bo moja kochana przyjaciółeczka musiała się umalować. Świetnie wyglądała w mojej sukience. Przebrałam się w dres, bo chciałam się położyć, ale przypomniało mi się, że muszę iść do pracy! Zadzwoniłam i zaczęłam udawać, że jestem chora. Załapali się, dali mi dzień wolnego. Vada poszła na spotkanie, a ja się zdrzemnęłam.
snapshot_9c15c14d_dc3ad4f7.jpg

  Po godzinie wstałam i poszłam za radą przyjaciółki. Postanowiłam trochę poćwiczyć. Wślizgnęłam się w króciutką bluzeczkę, dresowe spodnie i poszłam na dół, poćwiczyć przed telewizorem.
snapshot_9c15c14d_fc3acc21.jpg

  Minęło może 30 minut. Panna przyszła ze spotkania, a za nią szedł... jakiś ciemnoskóry przystojniak! Zanim mnie zobaczył, pobiegłam na górę i w prędkości światła przebrałam się. Zeszłam na dół i przywitałam się z Vadą. Ona poszła na górę i zostawiła mnie samą z tym facetem.
  -Łukasz. - uśmiechnął się.
  "To o tobie wspominała Vada. NAPRAWDĘ jesteś gorący!"
  -Sylwia. - odpowiedziałam. Przytulił mnie na powitanie. Jakie to słodkie.
snapshot_9c15c14d_5c3ad67a.jpg

  -A więc... zaczerwienił się. - Twoja przyjaciółka opowiadała mi o Tobie. W rzeczywistości jesteś piękniejsza..
  Teraz ja się zarumieniłam. Był taki... bezpośredni, ale szczery i kochany... Coś mnie do niego ciągnęło, ale nie chciałam, by było jak z Erykiem. By było zbyt szybko.
  -Eh, wiem, że to tak nagle i w ogóle, ale... dasz się zaprosić na obiad? - zapytał.
  -Czy to randka? - tylko tyle zdołałam wykrztusić.
  -No... tak. - robił się jeszcze bardziej czerwony, co mimo jego ciemnej karnacji było doskonale widać. - Chyba, że to dla ciebie za szybko... ale na tej... ekhem... randce możemy się poznać...
snapshot_9c15c14d_dc3ad6c1.jpg

-Okey. - odpowiedziałam z szerokim uśmiechem. Wyraźnie poczuł ulgę.
  -No to... jedziemy? Taksówka czeka.
***
  Dojechaliśmy na miejsce. Byliśmy przed Restauracją "Pod Wierzbą". Podobało mi się tu. Usiedliśmy przy stole i przeglądaliśmy menu. Rozmawialiśmy, staraliśmy się poznać. Ale Łukasz wydawał się teraz taki.. skryty? Sama nie wiem. Jednak po chwili rozluźnił się i podtrzymywał rozmowę.
  Wtedy stało się to znowu. Przypomniało mi się, jak jadłam śniadanie z Erykiem. Nie siedzieliśmy obok siebie, jak ja teraz w Łukaszem, tylko na przeciwko siebie, ale... siedzieliśmy razem. Nigdy nie byliśmy w restauracji. NIGDY.
snapshot_9c15c14d_3c3ad821.jpg

  Potrząsnęłam głową. O nie! Eryk to dupek, to gnojek. To przeszłość. Teraz jest teraz. Bez Eryka. Ja pie*dole! Siedzę w restauracji z najseksowniejszym facetem, jakiego kiedykolwiek widziałam i myślę o swoim byłym?! Co jest ze mną nie tak?!

  Po zjedzeniu obiadu (który był przeeepyszny), poszliśmy kupić sobie kawę. Poczułam się zmęczona i poczułam nagły strach, że spotkam tu gdzieś mojego współpracownika, który na mnie nakabluje. Z tych dwóch przyczyn, ale zwłaszcza z pierwszej i dlatego, że spędziłam z Łukaszem dużo czasu, postanowiłam się ulotnić. Ale nie sama. Poprosiłam Łukasza, by odwiózł mnie do domu.
snapshot_9c15c14d_5c3ad8ba.jpg

  Oczywiście, zgodził się. Zadzwonił po taksówkę, a ja zaczekałam w restauracji.
  Czułam, że mogę owinąć go sobie wokół palca, ale nie chciałam tego robić. Nie chciałam się nim bawić.
***
  Wróciliśmy do domu. Zaprosiłam go jeszcze na chwilkę. Poprosiliśmy taksówkarza, by poczekał. Powiedziałam mu, że jestem mu bardzo wdzięczna za mile spędzony czas i doceniam jego starania. Jeszcze raz go przytuliłam, po czym otworzyłam mu drzwi.
  -To ja dziękuję. - odpowiedział. - To był świetny obiad.
  Uśmiechnęliśmy się i powiedzieliśmy sobie cześć. Zamknęłam drzwi, oparłam się o nie i mile westchnęłam. Było mi tak przyjemnie... Czułam, że znowu zaczynam żyć.
snapshot_9c15c14d_bc3ad58d.jpg


  Sylwusia. ♥
  • awatar Kilmeny: Świetnie! Dobrze, że jest lepiej ;)
  • awatar Ulunia TS2 :**: Fajnie, mam nadzieję, że wszystko się ułoży. A co do tego Łukasza... Nie chcesz się nim bawić? Spróbuj, zobaczysz, że to niezła zabawa. Ale nie szalej, on nie jest taki głupi... Chyba.
  • awatar Sylwia Rura: @Ulunia TS2 :**: Heh, jeszcze się zobaczy. :) Niedługo postaram się dodac nwoą notkę. ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

sylwia-simcity
 
  W pracy szło mi coraz lepiej. Ale nadszedł dzień wolnego, więc uznałam, że trzeba się zabawić. Tylko... jak? oczywiście moja anielica wpadła na pomysł. A jakby inaczej.
  -Ej, mała, szykuj ciuszki! - krzyknęła, gdy przytulałam Alegrę (moją kicię).
  -Co?
  -Eh... Tobie trzeba wszystko tłumaczyć? Jedziemy na dyskotekę! Już zadzwoniłam po taksówkę, wiedziałam, że się zgodzisz! - i wyszła.
  Po chwili z uśmiechem odłożyłam kotka i otworzyłam szafę. Nie miałam żadnych ciuchów, które mogłabym włożyć, ale wreszcie znalazłam - mała czarna wiązana na szyi. To jest to. Szybko się ubrałam, poprawiłam makijaż i poszłam do Vady, zobaczyć, co ona ubrała. Wsunęła na siebie obcisłe dżinsy, biały T-shirt z kolorowym ludzikiem i szpilki. Pasowało jej.
  -I jak? - zapytała.
  -Super. - odpowiedziałam. - A ja?
  Kiwnęła głową. Po chwili rozległo się trąbienie taksówki.
  -Jedziemy! - krzyknęłyśmy razem.
snapshot_9c15c14d_1c3ac400.jpg

snapshot_9c15c14d_3c3ac40c.jpg

 
  Dotarłyśmy na miejsce. Był to duży klub na Przedmieściu. Było ciemno, tajemniczo, z zewnątrz tak elegancko. W środku było głośno i ciepło, pachniało woda chlorowaną z jakuzzi.
  Oczywiście Vada zaciągnęła mnie w lewo, kilka schodków w górę. Znalazłyśmy się na parkiecie. Rozochoczona dobrym humorem przyjaciółki i miłą atmosferą zaczęłam tańczyć z moją kochaną.

snapshot_9c15c14d_5c3ac492.jpg

snapshot_9c15c14d_fc3ac49f.jpg


  Po jakiejś godzinie miałam dość, ale Vada - nie. Powiedziałam, że idę na dół i zeszłam. Usiadłam pryz barze i zamówiłam specjalność lokalu. "Sex on the beach". Mmm, pycha.
  Po kilku minutach wszystko wróciło. WSZYSTKO. Mama, tata, wypadek. Studia, Eryk. Zdrada Eryka, Christa. Problemy finansowe, nowy dom. Nowe życie, nowy rozdział, nowa... ja.
  Nagle zrobiło mi się okropnie smutno, wszystko powróciło, a chciałam się tylko odstresować. Mimo, że Vada ze mną była, czułam, że teraz nie poprawi mi humoru. Kocham ją, to moja jedyna, pierwsza w życiu prawdziwa przyjaciółka. I poznałam ją przez przypadek. Ale rodzice i pierwszy chłopak, to jednak rodzice i chłopak...
  Chciało mi się ryczeć. Ale byłam w klubie. W świetnym makijażu, który mógł się rozmazać przez łzy.
  Zamówiłam kolejnego drinka. I kolejnego. I kolejnego. Wiem, że to głupie, ale chciałam utopić smutki w alkoholu. Tak właściwie, to pierwszy raz w życiu byłam w klubie, pierwszy raz piłam. I chciałam przesadzić.

snapshot_9c15c14d_9c3ac4fc.jpg

snapshot_9c15c14d_3c3ac549.jpg

snapshot_9c15c14d_3c3ac833.jpg


  Po, może 15 minutach, zrobiło mi się dziwnie wesoło. Wciąż byłam smutna, do tego jeszcze zła, ale chciałam potańczyć. Albo potańczę, albo rozwalę ten bar. Więc poszłam.
  Gdy tylko zaczęłam tańczyć, podszedł do mnie jakiś koleś.
  -Cześć, mała. Niezła... sukienka. Zatańczysz? Jestem Leszek.
  -Ok.

snapshot_9c15c14d_dc3ac5f6.jpg


  Jednak miły taniec zepsuł słaby nieprzyzwyczajony do alkoholu żołądek. Myślałam, że zemdleję lub zrzygam się na Leszka. Albo jedno i drugie. Natychmiast pobiegłam do toalety.

snapshot_9c15c14d_1c3ac62f.jpg


  Było mi wstyd. Gdy opróżniłam się z nadmiaru płynów, wyszłam z toalety i usiadłam na kanapie, na przeciwko baru. Leszek podszedł do mnie i usiadł obok. Był wesoły.
  -Tak właściwie, to jestem Sylwia. - powiedziałam.
  -Sylwka... ładnie. - uśmiechnął się głupawo.
  Sylwka. Hahaha.
  Rozmawialiśmy chwilę. Czułam, że był nieźle schlany, ale w tym wypadku było mi to wszystko jedno. W końcu... chciał mnie przytulić! Stanowczo odmówiłam. Powiedziałam, że nie mam ochoty na przytulanki, a tym bardziej nie z nim.

snapshot_9c15c14d_5c3ac656.jpg


  Zezłościł się, ale miałam to gdzieś. Wstał.
  -Spie*dalaj, szma*o. - powiedział. - Nie to nie.
  Przyznam szczerze, trochę mnie zamurowało. Po chwili już go nie widziałam. Zostałam na kanapie. Zachciało mi się spać. Adrenalina opadała. Ale nie! Nie mogłam zasnąć na kanapie w klubie!
  Chciałam iść do Vedy. Przytulić ją, wypłakać się i opowiedzieć wszystko. Żeby zjechała tego palanta. Może nawet powiedziała mu to w twarz, gdybyśmy go spotkały. Zabrać mnie do domu. Zaopiekować się tak, jak robiła to do tej pory.
  Kiedy wstałam, zauważyłam że owa osoba się do mnie zbliża. Mocno ją przytuliłam i powiedziałam, ze chcę pogadać z nią w domu. Zdziwiła się trochę, ale zmieniła temat.
  -Widzę, że jesteś zmęczona. Za dużo alkoholu, czy...? - spytała z mrugnięciem oka. - Zadzwoniłam po taksówkę, wracamy, ok? Mam już dość.
 
snapshot_9c15c14d_1c3ac878.jpg


  Podziwiałam tę dziewczynę. Całą noc tańczyła bez przerwy, nie wypiła ani łyku alkoholu, a mimo wszystko świetnie się bawiła. I potrafiła jeszcze zadbać o wszystko. Dlatego tak ją kochałam.
  Gdy przyjechała taksówka, wsiadłyśmy. Vada oczywiście zapłaciła z naszych wspólnych oszczędności i pojechałyśmy do domu. Od razu jak wróciłyśmy ja zmierzałam do łazienki, żeby obmyć z siebie wszystko. Wzięłam pokrzepiającą kąpiel.

snapshot_9c15c14d_1c3ac941.jpg


  Vada była tak zmęczona, że poszła spać w ciuchach. Uznałam, to trochę za obrzydliwe. przecież przez te kilka godzin musiała się potwornie spocić, ale to w końcu jej sprawa, jej pokój, jej łóżko. Niech robi co chce.

snapshot_9c15c14d_bc3ac97f.jpg


  Po kąpieli poszłam do pokoju. Chciałam jak najszybciej zasnąć. Zapomnieć o dzisiejszej nocy. Musiałam się z tym wszystkim przespać.

snapshot_9c15c14d_9c3ac9b2.jpg


_______________________
CIĄG DALSZY NASTĄPI...

  *Sylwka.*
  • awatar Anett .'♥: fajnee :) wbij ♥
  • awatar JenniSims: Wow świetnie się czytało :D aż się nie mogę doczekać ciągu dalszego :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

sylwia-simcity
 
  Witajcie! Wiem, że niedawno pisałam, ale postanowiłam, że muszę to zrobić znowu. ;) Do rzeczy.
  Niestety, nie udało mi się wygrać nagrody głównej, ale zajęłam 5 miejsce. Pewnie się dziwicie, ale inne kandydatki wyszły przecudnie! Dostałam też wyróżnienie za moje dwa najlepsze zdjęcia; te w sukniach balowych, a zwłaszcza w tej czerwonej.
  Pamiętacie, jak wspominałam o tym, że chcę kupić kompa i znaleźć współlokatora? Nie musiałam nic kupować! :D Pewnego dnia po prostu zapukała do mnie jakaś dziewczyna z walizkami i powiedziała, że nie ma gdzie mieszkać i szuka domu. Byłam trochę osłupiała, ale stwierdziłam, że wydaje się sympatyczna, więc czemu nie. Wpuściłam ją. Okazała się wspaniała. Zaprzyjaźniłyśmy się. :)
  Nazywa się Vada (czyt. Wejda) Oksinski, jest jakiś rok młodsza ode mnie, ma blond włosy, ciemną cerę i wygląda dość zabawowo. ;) Jest kochana i uwielbia zwierzęta, tak jak ja. Oto ona:

snapshot_9c15c14d_5c39b9f5.jpg

(ma zajebistą fryzurę! :D)

  Vada postanowiła, że chce kupić sobie psa, ale oczywiście spytała się mnie. No ok, ale ona go będzie kąpać i wyprowadzać, bo ja osobiście jestem kociarą (o czym wiecie), co nie znaczy, że nie toleruję innych zwierzyńców. Następnego dnia stwierdziłam, ze chcę kota i teraz mamy dwa futrzaki. ;) Kot śpi u mnie, pies - z Vadą.

snapshot_9c15c14d_dc39b04d.jpg

snapshot_9c15c14d_fc39bab1.jpg


  Tak w ogóle, to pnę się coraz wyżej w mojej karierze. Wzięli mnie już do jakiejś porządnej drużyny football'owej! Na razie gram jako juniorka, ale gwarantuję Wam, że kiedyś wejdę do reprezentacji BelladonaCove! :)
  Moja kochana współlokatorka rozpoczęła pracę w dziennikarstwie odkąd tylko się zadomowiła. Póki co pisze bloga i właśnie zaczęła swoją pierwszą powieść w życiu. Pisze jakieś romansidło, zatytułowane "Złote róże" o kobiecie, która otarła się o śmierć. Miejmy nadzieję, że uda jej się to potem sprzedać za porządną sumkę i stanie się znana. :)

snapshot_9c15c14d_9c39be6b.jpg

snapshot_9c15c14d_1c39bff7.jpg


  Życie znowu jest dla mnie łaskawe, jednak boję się, że znowu wywinie mi taki numer, jak z długiem babci czy śmiercią rodziców... Miejmy nadzieję, że nie.

snapshot_9c15c14d_3c39bf0b.jpg


  Rura. ^^
 

sylwia-simcity
 
  Witajcie po przerwie! :D Musiałam się trochę pozbierać, ale już jest ok. ;) Nadal jest mi ciężko i czuję się samotna, ale zaczęłam nowe życie. Chyba niedługo kupię sobie kota, by mieć jakieś towarzystwo. ;)
  Zaczęłam pracę w swojej wymarzonej karierze - sporcie. Jednak pensja póki co jest mała. Ale szczęście się ostatnio do mnie uśmiechnęło! ;)
  Pewnego dnia dostałam list. Była to propozycja... zostania modelką SimCity dla wszystkich kobiet w wieku 18-25 lat! Zaproszenie było w przepięknej jasno cytrynowej kopercie i pachniało liliami. No cóż, postanowiłam, że spróbuję, pokażę się ludziom, może zarobię jakieś nagrody pocieszenia.
snapshot_9c15c14d_1c398b17.jpg

  Aby wziąć udział w konkursie, trzeba było wysłać co najmniej 3 swoje fotki w stylu codziennym, wypełnić dołączony formularz, mieć odpowiedni wiek (podałam wyżej) i wszystko wysłać na dany adres. Co mi tam. Oto fotki, które im przesłałam:

snapshot_9c15c14d_3c3993dc.jpg

snapshot_9c15c14d_9c399414.jpg

snapshot_9c15c14d_bc399467.jpg

snapshot_9c15c14d_dc399425.jpg


  Po kilku dniach, może tygodniu doznałam szoku. Zadzwonili do mnie!!!
snapshot_9c15c14d_3c398b40.jpg

  Okazało się, że moje zdjęcia były najlepiej zrobione, i że podoba im się im mój styl, fryzura, makijaż, itp. Zostałam wytypowana do nagrody głównej! Oprócz mnie jest jeszcze jakieś 9 kandydatek. Oczywiście wygrałam 3 tysiące (!!!) i przysłali do mnie profesjonalnego fotografa! :) Ah...! :)
  Fotograf powiedział mi, że mam 5 godzin, by wybrać dwie suknie balowe, seksowną bieliznę i coś codziennego w moim stylu, potem wymyślić sobie fryzury i pozy oraz miejsce, gdzie będziemy robić zdjęcia, a on zrealizuje mój pomysł i wywoła zdjęcia, która jeszcze raz będę musiała odesłać, bo powalczyć o nagrodę główną. No i oczywiście wszystko przebiegło zgodnie z planem. Zrobiliśmy zdjęcia w moim domu i ogrodzie. Sądzę, że wyszły świetnie! Ocenicie? :)

snapshot_9c15c14d_5c39966b.jpg


snapshot_9c15c14d_5c399840.jpg


snapshot_9c15c14d_9c399788.jpg


snapshot_9c15c14d_9c399a7b.jpg


snapshot_9c15c14d_bc3998ac.jpg


snapshot_9c15c14d_fc3999b1.jpg


  No, to wszystkie. ;) Wysłałam je już, zobaczymy, co dalej. Nagroda by się przydała - 50 tys... W końcu muszę dokończyć remont. Z drugiej strony - nie chcę być modelką. Od czasu do czasu powysyłać fotki na jakieś konkursy i wygrać, to tak, ale moja pasją jest sport. Nie mam zamiaru podpisywać żadnego kontraktu z jakimiś firmami ani iść do domu modelek, po prostu jeśli wygram, biorę kasę i spadam. ;)
  A tak apropos, to żeby trochę się "odciążyć" i zrobić coś z pustym pokojem, mam zamiar poszukać współlokatora. Cóż, najpierw muszę zarobić, by kupić komputer i biurko i wysłać ogłoszenie. Eh... :)
  W każdym razie, trzymajcie za mnie kciuki, może wygram! ;) Może uda mi się zostać wielkim sportowcem! O wszystkim dowiecie się ode mnie za jakiś czas! Za jaki? Zobaczymy! ;)

  Pozdrawiam Was,
     Sylwia. :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

sylwia-simcity
 
  To koniec. Wszystko się skończyło. WSZYSTKO. Ale muszę jakoś żyć. Nie mogę poddać się tak jak moi rodzice. To nie była ich wina, ale ich dusze już nie są ze mną. Mieli wypadek. Zginęli. Zabił ich pijany kierowca. A ja zostałam zupełnie SAMA...
  Niestety, muszę sobie jakoś poradzić... Żyję, bo nie mam innego wyboru. Jestem taka, bo muszę, a nie dlatego, że chcę. Muszę się otrząsnąć i dalej brnąć w to gówno, tylko dlatego, że życie to butelka z woda, która czasem się wylewa, gdy ja przewrócimy, ale można ją podnieść, lecz wylana woda już nie wróci do niej... Żyję, bo oni mnie o to poprosili. Bym nigdy się nie poddawała. Żyję, bo muszę, bo... chcę.
  Eh... przepraszam Was, ale nie mam głowy. Zrezygnowałam ze studiów przez tego debila, rodzice przyjechali po mnie, a potem kolejny pijany debil wjechał w nas... Ja przeżyłam. Oni odeszli. Na zawsze...
  Przeprowadziłam się do BelladoneCove, w skrócie BC (czyt. BiSi). Miasto jest piękne, ale dopiero niedawno je "otworzyli" i nie ma zbyt wielu mieszkańców. Ale to nic. Kupiłam sobie mały domek za ponad 19 tysięcy. Muszę znaleźć pracę...
  Zupełnie zmieniłam image. Za resztę pieniędzy kupiłam ubrania, m.in. sukienkę, którą obecnie mam na sobie (zdjęcie).
  Więcej nie piszę, na razie nie będę chyba zamieszczać wpisów... Przepraszam... Oto dwa zdjęcia, które udało mi się zrobić... Nowa ja:

snapshot_9c15c14d_bc15c37f.jpg

snapshot_9c15c14d_dc15c36a.jpg


  Wasza Sylwia Rura... </3
  • awatar JenniSims: Mam nadzieję, że u Sylwii wszystko się pomału ułoży.... wygląda ślicznie, szkoda tylko, że tak smutno.... :(
  • awatar Ulunia TS2 :**: Jestem z Tobą!!!
  • awatar Ulunia TS2 :**: Wyglądasz cuuuuudownie!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

sylwia-simcity
 
 Eh... No i skończyło się, Definitywnie, skończyło się. WSZYSTKO.
snapshot_bbbc8cd4_3bc1e50b.jpg


Nasza historia zaczęła się nagle, tak po prostu, w akademiku. Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Nie wiedziałam, czy to ma znaczenie, czy nie. Było dobrze. Niestety. BYŁO.
snapshot_bbbc8cd4_bbc1e528.jpg


  "Za szybko postanowiłem o wspólnym życiu z Tobą. Sylwia, zrozum to. Muszę się bawić. Pierścionek możesz sobie zatrzymać." Pierścionek wylądował w stawie z rybkami. Niech idzie się "bawić", proszę bardzo. Niech ku*wi się z lalkami.
snapshot_bbbc8cd4_dbc1e4ec.jpg


  Chciałam iść i wyrwać Chriście te jej blond kłaki, a jemu urwać jaja, ale mój gniew opuścił mnie tak szybko jak się pojawił i przemienił się w smutek. Tyle mi obiecywał. Tyle mówił. Mówił, że mnie kocha...
snapshot_bbbc8cd4_bbc1d8c9.jpg


  Ona nie była lepsza. Wiedziała, że ze sobą jesteśmy. Ale pociągała go, a on z tego nie umiał zrezygnować. Ze mnie tak, ale z niej - nie.
snapshot_bbbc8cd4_3bebe4ae.jpg


  Nasza przygoda zakończyła się nagle, niespodziewanie i nie najprzyjemniej. To nie była moja wina. To była jego wina. Jego i jej. Nie się pie*dolą. Jeśli on mnie nie potrzebuje to ja go chyba kurde jeszcze bardziej nie trawię. Żegnaj miłości...
snapshot_bbbc8cd4_1bebe53d.jpg


  Mam nadzieję, że kiedyś oboje spalą się w piekle. Amen.

  Wasza Sylwia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

sylwia-simcity
 
  Christa. CHRISTA. Nie podoba mi się to imię. To żeńska wersja "Chrisa". Ohyda. Brrr...
  Ta plastikowa lalka uznała, że "żeby być cool musi iść na studia, musi być kuchareczką, żeby gotować w przyszłości swoim bachorkom i boyowi". :P Aż mi się nie dobrze robi! Tylko czemu akurat musiała się wprowadzić do mojego akademika?!
  Dobra, dobra. Wiem, pisze chaotycznie. Do rzeczy.
  Pewnego dnia najzwyczajniej w świecie do akademika przyjechała niejaka Christa Morella. Postanowiła studiować, aby być kucharką (to chyba było zrozumiałe?). Może i ma jako taką wiedzę, bo w końcu dostała się na studia, ale inteligencji chyba w ogóle nie ma. Chyba? Nie, nie ma jej. Nie lubię jej !!!
  Na szczęście/nieszczęście ma pokój na górze. Tuż obok Eryka. MOJEGO narzeczonego. Ona chyba ku*a nie widzi, że tylko on i ja w tym akademiku mamy pierścionki zaręczynowe?! Przepraszam, jestem wkurzona. Najpierw gapi się na niego, potem zagaduje, FLIRTUJĄ i nie wiadomo co jeszcze. Ona działa jak magnes. Opieprzyłam ją, żeby go nie podrywała, ale idiotka, że ona go nie podrywa, on sam na nią leci, a ona korzysta! Jasne, on by sam nigdy nie flirtował z lalką!
  Kłóciłam się z nią, ale nie dociera! Nie no, bo po co! :(:(:( Boję się, że on w końcu mnie zdradzi... :( Co ona ma w sobie, czego ja nie mam?! :( Nie powinnam tak myśleć, jesteśmy parą, jesteśmy zaręczeni, ją zna kilka dni, poza tym mnie kocha... On nie może... :( Eh, mam mętlik w głowie. Wybaczcie za taki zaplątany wpis. :(
  Dodaję kilka fotek tej jakże wstrętnej baby.

Ona (kill) :
snapshot_bbbc8cd4_dbc1c3e1.jpg


Gapi się na Eryka:
snapshot_bbbc8cd4_1bc1c42a.jpg


Gada z nim i podrywa go:

snapshot_bbbc8cd4_9bc1c4ed.jpg
snapshot_bbbc8cd4_1bc1d82c.jpg
snapshot_bbbc8cd4_bbc1d86e.jpg


Nie lubię jej :( :

snapshot_bbbc8cd4_bbc1d920.jpg


  Postaram się nie rozdrapać jej oczu, gdy będzie zagadywała Eryka, ale nie obiecuję. Żegnam serdecznie, wasza kochana wku*wiona
  Sylwia.
  • awatar Hej jestem Martyna!: haha : D mnie też takie wkurzają. ale jeżeli Eryk bedzie chcial cos z nią zrobić to po prostu nie jest ciebie wart! a tak poza tym to chyba jestes ostatnia na pingerze z blogów o simsach oprócz mnie.
  • awatar JenniSims: Mam nadzieję, że między Tobą a Erykiem nadal dobrze się będzie układało. Jakaś pindzia nie może Wam w tym przeszkodzić. Jesteście od niedawna parą a już stało się to tak poważne, bardzo szybko się zaręczyliście. Oby wszystko dobrze się ułożyło, tego życzę Wam obojgu! :)
  • awatar StellaSęk♥: współczuję taki plastik :/ tepie cos takiego xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›